Jak by tu zacząć?
Nie chcę Kochanie wdawać się w banały (obie ich nie lubimy), szczególnie, że miała to być bajka oryginalna i zabawna. Staram się z tej obietnicy wywiązać choć nie jest to łatwe. Wydaje mi się, że zabawne będą tu raczej moje wysiłki i starania, może styl ale treść prawdopodobnie pozostawi wiele do życzenia...
W każdym razie jest to bajka „na dobranoc” więc ułóż się wygodnie i wyobraź sobie, że siedzę przy Tobie i tulę Cię do snu... Gotowa? To zamknij oczy i zaczynamy.
Nieskończona przestrzeń. Czarna otchłań zwana wszechświatem. Tu zaczyna się nasza opowieść. W miejscu gdzie nie ma istot żywych, gdzie nie ma przyciągania ziemskiego, gdzie teoretycznie nie powinno być żadnych emocji i uczuć. Teoretycznie. Ale jak już wszyscy wiemy (chociaż podobno powinniśmy wiedzieć jedynie, że nic nie wiemy) od teorii daleko do praktyki, a prawie robi wielką różnicę. ^^ W związku z tym jednak jakieś emocje się znajdą...
Przez tą czarną i nieskończoną otchłań z mozołem przedzierają się promienie. Nieskończona liczba promieni słonecznych – jasnych, ciepłych i radosnych. Wśród nich mały, bezimienny promyczek. Względnie niezauważalny, a jednak zwrócił naszą uwagę. Swoją drogą zabawna jest względność Tego Wszechświata. Jak to mówi pani na jednych z zajęć – zawsze prawidłową odpowiedzią jest „TO ZALEŻY”. ^^ Jak to się stało, że wśród tylu promieni naszą uwagę zwrócił TEN niepozorny promyczek? No więc właśnie ze względu na emocje – zadziwiająco silne. Szczególnie, że „zdziwił” nas sam fakt ich występowania.
Otóż promyk słońca, wraz z innymi przedzierając się przez tą czarną otchłań, odczuwał niepojętą radość. Był podekscytowany tą swoją podróżą. Nie wiedział dokąd dąży, co spotka u kresu wędrówki, jednak czuł, że będzie to coś dobrego. Z utęsknieniem wyczekiwał chwili gdy z ogarniającej go ciemności wyłoni się cel mu przeznaczony. Niestety długo musiał czekać. Bardzo długo. Jednak jego zapał nie słabł aż w końcu jego cierpliwość została wynagrodzona. Ujrzał przed sobą coś tak pięknego, że zapragnął tam dotrzeć jak najszybciej. Oczarowała go Ziemia. Nasz promyk poczuł, że na niej znajdzie to czego szuka.
Biedak nie wiedział, że koniec podróży oznacza kres jego istnienia...
Nie przeczuwając niczego złego z radością „wkroczył” w atmosferę ziemską. Zbliżając się do Ziemi zachwycał się i upajał pięknem planety. Podziwiał jej ogrom i różnorodność. Leciał coraz szybciej i szybciej, wszystko dookoła niego zaczęło wirować. Jak dziecko na karuzeli (to taka wstawka pedagogiczna ;p) cieszył się tą chwilą. Jednak tak jak temu dziecku po chwili robi się niedobrze tak i on po niedługim czasie zaczął odczuwać niepokój. Co będzie jak dotrę do celu?
Niektórzy twierdzą, że nasze emocje są determinowane przez nasze wcześniejsze doświadczenia. Jednak w tym wypadku to nie miałoby sensu... przecież nasz promyk nie mógłby się bać końca wędrówki skoro nigdy dotąd jej nie ukończył... A jednak bał się. Podświadomie (ups.. przepraszam – nieświadomie) czuł, że na Ziemi zginie...
Nieubłaganie zbliżał się do celu. Przedarł się przez wyjątkowo paskudną i grubą warstwę chmur, zwolnił trochę i dzięki temu mógł dokładniej się rozejrzeć gdzie na Ziemi ukończy swój „żywot”. Ku zaskoczeniu stwierdził, że nie będzie to na szczęście gorący i bury piach pustyni. Nasz promyk leciał wprost ku twarzy 8-o letniej dziewczynki. Ta z zachwytem patrzyła w niebo – na te cudowne promienie słoneczne. Z jej twarzy promieniała nadzieja, że choć jeden muśnie jej twarz w ciepłym pocałunku. I wtedy nasz promyk zrozumiał. Tak. To jest prawdziwy cel jego istnienia. Uszczęśliwić choć na chwilę tę istotę. Sprawić by na jej twarzy zagościł uśmiech...
I tak się stało. Promyk z radością „ucałował” dziewczynkę, a ona z uśmiechem na ustach pobiegła opowiedzieć mamie jakie szczęście ją dziś spotkało...
„I to już koniec naszej historii... Dobranoc córeczko. Niech Ci się przyśni świat pełen cudów...” – powiedział tata, swojej małej 8-o letniej córeczce na zakończenie bajki.
„Tato...”
„Tak księżniczko?”
„Kiedyś mówiłeś, że każda bajka ma morał.. Jaki jest morał tej bajki?”
„Taki, że warto żyć by sprawiać radość innym”
„Dziękuję tatusiu...” szepnęła dziewczynka i ucałowała tatę w policzek.
Mężczyzna uśmiechnął się, opatulił córkę kołdrą i wyszedł z pokoju....
I nasza bajka Delfinko dobiegła końca... zapytasz może jaki jest morał tej bajki? Powiem Ci, że żaden.
Próbowałam Ci tylko pokazać, że są na tym świecie ludzie, którzy stanęli by na głowie żeby Cię uszczęśliwić. Ja próbowałam – napisałam tę bajkę. W prawdzie skutek jest opłakany ale może chociaż uśmiejesz się z mojej głupoty?^^
Dobranoc...;*